Nawrócenie..... Co to jest?
Chciałabym rozważyc dzisiaj to zagadnienie.
Przeczytałam gdzieś, na jakimś blogu, że nawrócenie to,
w pierwszej kolejności, uzmysłowienie sobie swojej grzeszności,
przyznanie się do niej przed samym soba i przed Bogiem,
i postanowinie zmiany swojego postepowania.
Przeglądając kartki Starego Testamentu, co krok spotyka się
takie słowa... nawróćcie się ludu mój.... .
Naprawdę jest tego bardzo dużo. Sa to słowa, którymi Bóg
zwraca się do człowieka. Ludzie nawracali się i za chwilę.....
odwracali sie. Przychodzili do Świątyni składali ofiarę za grzech.
Pokropieni krwią na oczyszczenie grzechów, czyści,
pełni zapału wracali do domów i za chwile znowu wracali
i to samo od początku.
Zwróćcie uwagę, że w Nowym Testamencie było już inaczej.
Nawracali się Ci, którzy na swojej drodze spotkali Jezusa.
Były też tłumy takich, którzy po spotkaniu ze Zbawcą,
pochodzili za Nim, pochodzili i..... przestali.
Nie chcę ich osądzać.. Bóg wie jakie były przyczyny ich
postępowania.......
Na koniec, Pan Jezus, został sam.
Co się stało z tymi tłumami? Z tymi, których Pan Jezus nakarmił?
Z tymi, których uzdrowił...?
Potem był krzyż... Golgota,... a potem....
ZMARTWYCHWSTANIE.
Dopiero po zmartwychwstaniu, po zesłaniu Ducha Świętego,
objawiła się prawdziwa moc nawrócenia. Ludzie byli
kamieniowani, bici, prześladowani,.... totalna nagonka...
a tu zamiast ubywać nawróconych, to ich przybywało....
Kiedy ja się nawróciłam, nie miałam pojęcia o swoim
grzechu. Wcześniej, kiedy szłam do spowiedzi, to miałam tremę,
bo bardzo sie bałam, że zapomnę swoich grzechów.
Kłamać.... nie klamałam... /jeśli już, to rzadko/... nie kradłam..
żyłam uczciwie..... Zawsze pytałam sie znajomych,
co mówili na spowiedzi, bo nie wiedziałam co mówić.
Nic z tych siedmiu grzechów głównych nie robiłam...
naprawdę nie wiedziałam co to grzech...
Któregoś dnia Pan Jezus stanął na mojej drodze
i ja przyjęłam Go do swojego serca a On, w całej swojej miłośći,
powolutku, pokazywał na mój grzech.
Powiecie; ... Jak to stanął na twojej drodze?...
Tak, stanął.... Napotkana kobieta powiedziała mi o Jego miłości
a Jezus mieszkał w jej sercu.
Kiedy poczułam zapach Jezusa, kiedy poczułam zapach miłości,
nic nie mogło mnie powstrzymać od pójścia za Nim...
Pomyślicie ... A ! ! ! Pewnie nie podobało jej się w kościele
dlatego "zmieniła wiarę"!
Nigdy nie słuchałam żadnej krytyki na temat kościoła
czy księży. Bardzo sie bałam, że to grzech......
Prawda jaka byłam zacofana? .... Taka już byłam.
Dla mnie Sługa kościoła... Ksiądz.... był Święty..
i nawet w myślach nie dopuszczałam, do siebie,
tych wszystkich plotek, które słyszałam....
Wróćmy do nawrócenia. Człowiek, który się nawrócił,
jego życie zmienia się diametralnie. Ma też świadectwo
nawrócenia w swoim sercu.
Kocha Boga a Bóg toruje drogę przed nim.
Czyta Słowo Boże jako pokarm dla siebie i przegląda sie w Nim,
starając się, z Bożą pomocą, pokonywać krok po kroku,
starego człowieka. Rozmawia często ze swoim Bogiem,
nie wierszykami, nie jak manekin, tylko jak dziecko z Ojcem swoim,
w normalnej rozmowie. W taki sposób rośnie z Chwały w Chwałę
i dorośleje w Panu. Cieszy się swoim Bogiem.
Lubi opowiadać o swoim Umiłowanym i
rozkoszuje się Nim.
Najważniejsze jest to, że ma pewność zbawienia.
Ma pewność, że jego grzechy zostały przebaczone,
że imie jego zapisane jest w Księdze Żywota i że Bog
przygotował dla niego miejsce w Nowym Jeruzalem.
Czyż to nie jest piękne???
Czy jest, Panie, taka rzecz,
którą mogła bym zapłacic za Twoją miłość?
Czy istnieje słowo,
które by potrafilo wyrazic moją wdzięczność?
*****
Oddaję Ci Panie całą siebie,
abyś mógł używać mnie, na swoją Chwałę.
Bo Ty jedynie, Boże,
użyjesz mnie doskonale.
*****
Chcę chodzić Twoimi drogami,
chcę służyć Ci wytrwale.
Chcę karmic się Twoim Słowem
i być przy Tobie stale.
*****
Mogę Ci tylko dziękować
i Chwalić Ciebie Panie.
Ogłaszać Twoją miłość
i Twoje, Jezu, zmartwychwstanie.
*****
Szczycić się Toba będę,
dopóki sił mi stanie.
Tylko tak mogę zapłacić,
za Twoje, Jezu, umiłowanie.
k. fijołek
CZY PRZEZ BURZE, CZY PRZEZ ZNOJE,
BÓG CI POMOC CIĄGLE ŚLE,
BO ON KOCHA CIĘ NIEZMIERNIE
I PROWADZIĆ SAM CIĘ CHCE.
KIEDY WIATR CI W OCZY DMUCHA,
KIEDY WSZYSCY ZOSTAWILI CIĘ.
BÓG JEST Z TOBĄ. ON CIĘ KOCHA.
ON WYSŁUCHA PROŚBY TWEJ.
PRZYJDŹ WIĘC DZIŚ PRZED ZBAWCY TRON
I ZAWOŁAJ ... RATUJ MNIE
I WŚRÓD CAŁEJ ZAWIERUCHY
ON CI PODA DŁONIE SWE.
ON PODNIESIE CIĘ, PRZYTULI
I UKOI W SERCU BÓL,
BO TO PAN NASZ, ODKUPICIEL
JEZUS CHRYSTUS, KRÓLÓW KRÓL.
Witam was, drodzy blogowicze!
Dziękuję za wasze odwiedziny na moim blogu
i za każdy komentarz jaki u mnie pozostawiliście.
Dzisiejszy post przeznaczam na odpowiedzi na wasze
pytania, a szczególnie, na pytania zawarte we wpisie
w Księdze Gości, podpisanym imieniem Gabi.
Wybaczcie mi, że w moich odpowiedziach zwracała się
będę bezpośrednio do autorki tego wpisu.
Droga Gabi! Przeczytałam to co napisałaś mi
na KG i próbowałam Ci od razu odpowiedzieć
ale nie udało mi się. Widocznie moja odpowiedź jest
zbyt obfita, dlatego zdecydowałam sie odpowiedzieć
Tobie tu, na głównej stronie.
1. Skąd pochodzisz?
Urodziłam się we Wrocławiu.
Tam wychowałam sie, wyszłam za mąż i urodziłam
dwie z moich trzech córek /jedna, najmłodsza, urodziła się
w Australii/. Ostatnie lata, przed wyjazdem /ok.7 lat,/
przeżyliśmy w miejscowości Tychy koło Katowic.
2. Do jakiego Kościoła należycie?
Jesteśmy członkami Polskiego Kościoła
Chrześcijańskiego w Adelaide. Kościół ten podlega
pod Kościół Zielonoświątkowy w Polsce.
3. Jaki jest Kościół, w którym narodziłaś się na mowo?
Przyjęłam Pana Jezusa do serca w Kościele
Chrześcijańskim w Atenach, Grecja.
4. Jak dobrze zrozumiałam, to nie ma u was kapłanów,
jak w Kościele Katolickim, są pastorzy?
Ci, którzy mają rodziny, tak?
Faktycznie naszych kapłanów nazywamy
pastorami i są oni ojcami i mężami, tzn; mają rodziny.
5. Zrozumiałam chyba też, że Wy nie przyjmujecie
Komuni ta jak my...
Przyjmujemy, ale nazywamy to "Wiczerzą Pańską"
i podczas niej dzielimy się chlebem i odrobinką wina.
6. Spowiadacie się tak jak Katolicy?
Nie ma u nas jakiś extra ustaleń dotyczących
spowiedzi. Ludzie, jeśli zgrzeszą, wyznają swoje
winy przed Bogiem. Jedni czynią to w samotności,
inni w towarzystwie drugiej osoby,np; pastora,
a jeszcze inni wyznają grzech przed całym kościołem.
Zależy jakie kto ma zrozumienie.
7. Czy w Polsce jest Wasz Kościół? Jak się nazywa?
W Polsce jest nasz Kościół. Nazywa się;
Kościół Zielonoświątkowy; lub Kościół Baptystyczny;
lub Kościół Chrystusowy; lub różne rodzaje
Wspólnot Chrześcijańskich; lub...... sama nie wiem.
Proszę, nie obraźcie się na mnie jak nie wymieniłam
jakiegoś Kościoła, nie wiem jaki jeszcze może być,
naprawdę nie wiem. Bardzo podobało mi się to,
co ty napisałaś na temat Kościołów, cytuję;
"Uważam, że nie tak ważne jest, w którym Kościele
się wyznaje wiarę, ale ważne jest jaka jest ta wiara
i jak my wierzymy w to, o czym mówimy"
Cieszę się, że, jak sama napisałaś,
poznałaś Miłość Boga, i że wierzysz bezgranicznie
w istnienie Jego i Jezusa również. Bo znależć Jezusa
to prawdziwy Skarb. Skarb największy,
jaki człowiek na tej Ziemi mógłby znaleźć.
Piszesz też, że jak czytałaś moje posty,
to coś dziwnego poczułaś. Wiesz, jak ja spotkałam tych ludzi,
którzy powiedzieli mi o Jezusie, to też coś dziwnego
poczułam. To było coś takiego jak magnez.
Nie bardzo wiedziałam co oni mają, ale byłam pewna,
że chcę to mieć. Na początku sie przestraszyłam,
bo nie rozumiałam co sie ze mną dzieje. Z jednej strony
odczułam niesamowitą tęsknotę, za czymś czego
nie mogłam pojąć a z drugiej strony drażniło mnie to ;
dlaczego jak oni mówią - Jezus - to moje serce ogarnia
złość????? Co jest? ....... Myślałam sobie! ......
O co chodzi? .... Przecież ja też jestem chrześcijanką i to,
wydawało mi się, bardzo gorliwą. Dlaczego oni są tacy inni.
Ich Bóg był taki realny, żywy i bliski a mój ....
taki jakiś daleki, niedostępny .....
W rezultacie tych rozmyślań poprosiłam , by zabrali mnie
do tego "ich" Kościoła. Zdziwiła byś się, ale oni mi
odradzali. Mówili, że tam jest inaczej, że ludzie płaczą,
ze szczęścia, modląc się.
Ręce do góry, w uniżeniu przed Bogiem, podnoszą
a ja zapytałam; Czy ze skóry obdzierają /oczywiście żartowałam/
a oni na to, że nie, więc zdecydowałam sie i poszłam.
To był ostatni dzień mojego "starego życia".
Każdy może odnaleźć Boga. Każdy może wejśc
w taką bliską, żywą relację ze Stwórcą. Wystarczy tak głęboko,
tak z serca, powiedzieć;
![]()
Panie Jezu!
Ja przepraszam Cię za moje grzechy.
Za każdy, choćby ten najmniejszy,
uczyniony w moim życiu.
Proszę wejdź do mojego serca,
zamieszkaj w nim i spraw abyś już nigdy, Panie,
od tej pory, nie był smutny
z mojego powodu.
AMEN!!!
A teraz drugi krok, który musisz uczynić.
Powiedz o tym komukolwiek, że zaprosiłaś/eś/
Pana Jezusa do Twojego serca,
bo Pismo Święte mówi tak;
"Bo jeśli ustami swoimi wyznasz,
że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim,
że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz.
Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu,
a ustami wyznaje się ku zbawieniu.
List Św. Pawła do Rzymian 10-8,9
Jeśli chodzi o Australię, to około 7 lat modliłam się
o to, by tu zamieszkać. Na ludzki rozum nie było żadnych szans,
ale Pan wysłuchał mojej modlitwy i oto jestem.
Chwała Ci Panie!!!
Czy jest ktoś na tej ziemi, kto pokochałby mnie tak, jak ja bym tego chciała?
Czy jest rzecz we Wszechświecie, która by mnie na zawsze zadawalała?
Czy znajdzie się coś, co by w stanie było zaspokoić mój głód osiągania?
Czy może spotkał ktoś miejsce, gdzie może odpocząć na duszy strudzony, miejsce ciche, bezpieczne, jakie każdy na tej ziemi pragnie spotkać?....... Ja szukałam,... lecz nigdy niczego takiego nie spotkałam.
Tak, kochana byłam i to wiele razy, lecz nigdy tak, jak bym tego chciała.
Dotykałam się też wielu rzeczy, które mnie na moment zadawalały, a potem przychodziło przyzwyczajenie i znów znikało zadowolenie.
A osiąganie, czy ma swój szczyt na tej ziemi, i czy znajdziesz na tej ziemi odpocznienie?
Wszystko co daje ci to życie to tylko mgnienie. Dotykasz, za chwilę znika i pozostaje wspomnienie, a w sercu pustka, głód i marzenie o kolejnym szczycie.
To nic, że wiemy, że to tylko mżonka. Przecież trzeba jakoś żyć, trzeba do czegoś dążyć, nie można spocząć na laurach, trzeba mieć jakiś cel w życiu.
A ból w sercu?
A ta tęsknota za czymś, czego nie rozumiemy?
A ten ogarniający nas bezsens?
No cóż, i na to jest "lekarstwo". Ból przecież można w wódce utopić albo w tańcu wyszaleć, na jakiś czas wystarczy.
A jak nie pomoże?........ Wtedy trudno, jakoś trzba do przodu iść.
Dzień za dniem umyka, sił coraz mniej- ale przecież moje małżeństwo się wali, moje dzieci-jak mam ratować moje dzieci?
Moje osiągnięcia pomóżcie mi! ....... Cisza.
Moje zasoby finansowe pomóżcie mi!....... Potrzebuję waszej pomocy. Przecież to dla was zaniedbywałam swój dom, swoją rodzinę! ........Gdzie jesteście teraz? Ratujcie mnie!
Moja mądrości, cóż mi doradzisz? Przecież to z ciebie byłam taka dumna i na tobie tak polegałam.
Dlaczego jestem taka bezradna?
Gdzie są moi przyjaciele? Przecież tak wielu ich miałam, gdzie oni teraz są?........Dlaczego zostałam sama?
Jezus? .......Kto to jest? .......Dlaczego mówisz mi, że On chce mi pomóc? Przecież ja nigdy nie poświęciłam Mu swego czasu a wręcz przeciwnie, naśmiewałam się z tych, którzy mu swój czas darowali.
Panie Jezu!.........Oni mówią, że Ty mnie kochasz, ale dlaczego? Dlaczego chcesz mi pomóc? Przecież wiesz jaka jestem i jakie było moje życie. Nigdy nie chciałam mieć z Tobą nic wspólnego, nawet nie próbowałam się tobą zainteresować, a Ty chcesz mnie dziś uratować???
W takim razie weź moje życie, bo ja je i tak już dość zmarnowałam...
Dzisiaj wiem, że jest możliwe by żyć i być naprawdę kochaną,
i to tak, jak naprawdę bym tego chciała. Wiem też jak smakuje pełnia zadowolenia i poznałam miejsce gdzie sppełniają się wszystkie pragnienia. Najważniejsze jest jednak to, że dusza ma znalazła na tej ziemi odpocznienie.
Już nie muszę szukać w niczym ukojenia. Kolejnej atrapy, która by mi dała chwilowe zadowolenie, bo wszystko znalazłam w Nim, w Jezusie, w Tym poprzednio przeze mnie wzgardzonym.
Od kiedy On zamieszkał w moim sercu, to wraz z Nim zostałam wypełniona wszystkim co najpiękniejsze.
Za moją pogardę On odpłacił mi się tym, że obdarował mnie obficie. Napełnił moje wnętrze duchowym błogosławieństwem niebios i sprawił, że stałam się najbardziej szczęśliwą osobą na świecie.
Jezus wybaczył mi wszelki uczyniony przeze mnie grzech, dał mi nowe życie i dzięki Niemu stałam się nowym człowiekiem.
Moje małżeństwo uratowane, moje dzieci ocalone a co najważniejsze znikła pustka z mojego serca, która powodowała tyle zgryzoty w moim życiu.
![]()
Dziękuję Ci Jezu, że mnie pokochałeś, dziękuję Ci, że mnie uratowałeś i dziękuję Ci, że mnie obdarowałeś !!!
![]()
To dla Ciebie, Panie!!!
Wstawiam się dziś za tymi, którzy Cię jeszcze nie znają i za tymi, Panie, którzy Tobą gardzą, bo oni nie wiedzą co czynią. Podaj im swą dłoń Jezu jak i mnie podałeś i ratuj ich, Panie, jak i mnie uratowałeś.
Chwała Ci Jezu!krysia
***
TO JEST MOJE ŻYCIE. MOJA PRZESZŁOŚĆ I MOJA TERAŹNIEJSZOŚĆ. I ZA JEDNO, I ZA DRUGIE, Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ BOGU, !
BO DZIĘKI JEGO ŁASCE WIEM, JAK WYGLĄDA ŻYCIE BEZ NIEGO I JAK WYGLĄDA WOLNOŚĆ W NIM.
ALLELUJA
![]()
Dziś chcę Wam powiedzieć, kim jestem i dlaczego Bóg zajmuje tak dużo miejsca w moim życiu?
Wychowałam się w rodzinie katolickiej. Mama posyłała nas do Kościoła i na lekcję Religii. Nauczyła nas pacierzy i pilnowała byśmy nie opuszczali Mszy Świętej. Lubiałam czytać historie, które opisane były w Katechiźmie i nawet wygrywałam konkursy o tematyce religijnej ale to wszystko nie dawało mi pewności, że Bóg istnieje.
Bóg, jeszcze jako tako, mogłam uwierzyć, ale Jezus?
Myślałam, że Jezus jest legendą, którą wymyślił Kościół, bo przecież; "na czymś musieli się księża oprzeć, by zorganizować święta".
Kiedyś czytałam książkę historyczną zatytuowaną; "Klaudiusz i Mesalina" i przeżyłam szok, bo przeczytałam w niej o Jezusie, który żył w tamtych czasach i mienił się być "Mesjaszem". Powiedziałam do mojego męża; "Ty wiesz, że Jezus naprawdę żył?" To była jednak tylko taka malutka refleksja a potem zapomniałam o tym.
Kilka razy mnie też Pan Bóg zaskakiwał. Poprostu ingerował w moje życie, a ja wiedziałam, że to On ale nic z tym nie umiałam zrobić, bo z drugiej strony nie miałam pewności czy On istnieje, czy też nie. Myślałam, może to przypadek, może mi się tylko tak udało.
Książki, to był mój świat i czytając je , byłam jeszcze bardziej zamieszana. Przy tym wszystkim modliłam się co dzień, przynajmniej starałam się. Nie miałam problemu uklęknąć i zmówić pacierz, chociaż często z tego powodu byłam wyśmiewana. Modląc się, mówiłam pacierz i dodawałam taką krótką, ułożoną przez siebie modlitwę; "Boże spraw, abyśmy byli zdrowi, aby pomiędzy nami nie było zdrady i zazdrości,i abyśmy byli szczęśliwi.AMEN!"
Naprawdę byłam zamieszana, bo innym znów razem wołałam; "Boże, ja nawet nie wiem, czy nie robię z siebie idiotki. Bo może Ty nie istniejesz a ja wołam w próżnię".
7 lat modliłam się o Australię, byśmy mogli tu zamieszkać. Nie wiem dlaczego Australia, ale to było tak niemożliwe jak fakt, że urodzę dziesięcioraczki. Jednak przez te 7 lat Bóg napełnił mnie taką wiarą, że nie było mocnych, jechałam i koniec. No i jestem tu, a Australia jest moim domem, od Boga darowanym.
Trudna to była podróż. Nie będę o tym mówić, ale naprawdę wiele przeżyliśmy. Miastem, w którym czekaliśmy na wyjazd do Australii, były Ateny w Grecji i właśnie tam, poznałam Mariolę i Sławka.
Mariolę spotkałam pierwszą i kiedy opowiedziałam jej o naszych perypetiach w czasie podróży, odkąd wyjechaliśmy z Polski, to ona na to powiedziała mi; "Bóg ciebie bardzo kocha". Pomyślałam; "Trele-morele, już by mnie tam kochał", ale coś w moim sercu klikneło.
Zauważyłam, że ona była inna. Jakaś taka ...., naprawdę nie wiem jak to określić. Np: zauważyłam, że dobrze mówi o swoim mężu!!!! To dla mnie była zupełna nowość, bo choć byłam mężatką, totalnie lekceważyłam ten gatunek człowieka, a moim córkom mówiłam; "Nigdy nie wychodźcie za mąż" i pokazywałam im jacy mężczyźni są (oczywiście, to nigdy nie było nic dobrego). Poza tym nigdy nie spotkałam kobiety, która by dobrze o swoim mężu mówiła.
Mariola była inna, używała takich słów jak; kochany, lub ciepło wymawiała swojego męża imię. Nie za bardzo podobało mi się to. Spotkałyśmy się wtedy parę razy i moje dzieci bardzo ją polubiały.
Któregoś dnia, Mariola, wraz z całą swoją rodziną, przeprowadziła się bardzo blisko naszego domu. Kiedy pierwszy raz odwiedziłam ją, poznałam jej męża. Był jakiś "dziwny". Czytał Biblię i słuchał religijnych pieśni. Kiedy zobaczyłam jak on ją traktuje i jak na nią patrzy, przeżyłam szok. Mieli troje dzieci, długi staż jako małżeństwo a ja widziałam, że on ją kocha. To zachwiało całe moje poznanie na temat życia( miałam tam jakieś swoje pewniki).
Zaczęli nas odwiedzać. Któregoś dnia Sławek przyszedł do nas sam. I tak rozmawialiśmy o tym i o owym. W pewnym momencie powiedział, że nie jest Katolikiem. Nigdy dotąd nie spotkałam człowieka z innego kościoła (z Mariolą nigdy na te tematy nie rozmawiałyśmy), więc uprzedziłam go, że życzę sobie, by nie próbował mnie przekabacać, bo ja jestem Katolikiem z dziada pradziada i ... i tak mu się to nie uda. Powiedziałam mu jeszcze, że szanuję jego religię ale proszę aby on uszanował moją.
Kiedy tak już wszystko wyjaśniłam i poczułam się bezpieczna, zapytałam go o różnice. on na to odpowiedział mi tak; "Człowiek żyje i bardzo dba o swoje CIAŁO, tzn; myje je, odżywia; jakiś dobry film, jakaś dobra książka, itp... a przecież to ciało starzeje się i umiera a wogóle nie dba o DUSZĘ, ....... KTÓRA POTRZEBUJE POKARMU".
Słowa te zapadły we mnie głęboko. On nie mógł wiedzieć, że to co powiedział trafiło 100% w moją osobę. To ja właśnie byłam taka, że bardz dbałam o pokarm dla mojego ciała. Zawsze starałam się żyć doskonale a jak mi się coś przytrafiło zrobić złego, to starałam się ukryć to jak najgłębiej, nawet przed samą sobą. Kochałam klasyczną muzykę, dobre książki, dobry film. Nawet w doborze znajomych, śmiałam się i mówiłam, że mam błonę półprzepuszczalną, tzn; nie zadawałam się z każdym, aby moja rodzina miała super warunki do życia. Oczywiście, że mi się to nie bardzo udawało ale tego nie dostrzegałam i wydawało mi sie, że wszystko jest w pożądku.
Ale DUSZA? Nie, przecież o tym się mówiło tylko w Kościele. Jaki pokarm dla duszy? O czym on mówi? Bardzo mnie to zdenerwowało ale oczywiście nie pokazałam po sobie, co się we mnie dzieje, bo niby z jakiej racji.
Jednak te słowa zrobiły we mnie ogromne spustoszenie. Cały czas słyszałam w moim umyśle; Dusza potrzebuje pokarmu, Dusza potrzebuje ..........
Na drugi dzień poszłam do Marioli i pytam; "Mariola, powiedz mi, kto wy jesteście?", "Mówicie, że jesteście Chrzścijanami, to dlaczego ja się tak w środku denerwuję, jak mówicie o Jezusie, przecież ja też jestem Chrześcijanką, no przecież Katolik, to też Chrześcijanin?". A ona mi na to;
"My na swej drodze znaleźliśmy Jezusa".
Kiedy ona to powiedziała, przeraziłam się, bo pół roku wcześniej miałam sen. Śniło mi się, że znalazłam na swej drodze Jezusa i w tym śnie usłyszałam głos; "To jest mój Syn. On ciebie chce. Jeżeli Go zgubisz, Umżesz".
Obudziłam się wtedy przerażona a ona mi teraz mówi, że znależli Jezusa. Powiedziałam; "Chcę iść z wami do tego waszego Kościoła".
Ona próbowała mi to wyperswadować, że jest u nich inaczej, że ludzie ręce do góry przed Bogiem podnoszą, że niektórzy modląc się, ze szczęścia płaczą a ja jej na to; "Czy ze skóry u was obdzierają? Nie? No to idę z wami".
Poszłam i właśnie tam, w tym obcym, greckim kościele, spytano mnie czy chcę przyjąć Pana Jezusa do swojego serca a ja myślałąm, że chodzi o komunię, więc powiedziałam
"TAK"
I w tym momencie Boża miłośc napełniła mnie i wtedy Żywy Chrystus, Jezus zamieszkał w moim sercu. Od tego dnia minęło około 19 lat. Wciąż Jezus mieszka w moim sercu, dzięki łasce i miłosierdziu Jego.
Gdybym na uczynkach polegała już dawno odpadłabym od Niego, ale Jego miłość i łaska trzymają mnie. On zmienił moje życie. Sprawił, że jestem spełniona i szczęśliwa. śmiem rzec, najszczęśliwsza na świecie.
NARODZIŁAM SIĘ NA NOWO!
I z Nim, z Jezusem wędruję przez swoje życie. Nigdy, nawet w najśmielszych snach, nie wyobrażałam sobie, że taka będzie moja przyszłość.
Śpiewałam jedną pieśń wiele razy ale nigdy nie przyszło mi na myśl, że to prawda i że to w życiu pracuje; "To SZCZĘSCIE NIE POJĘTE Bóg sam odwiedza mnie"......... bo ta dalsza część tego zdania w tej pieśni; "O Jezu, pomóż łaską bym godnie przyjął Cię", zamykała mi do Jezusa drzwi. Ja nigdy nie byłam dość godna abym umiałą Go odpowiednio przyjąć. On jednak nie wzbraniał się narodzić w stajni mojego serca i tam zamieszkał a poprzez to
SZCZĘŚCIE NIE POJĘTE
stało się moim działem.
Dziękuję Ci Ojcze, że posłałeś swego Syna na Krzyż, i że mógł narodzić się we mnie, i że dałeś mi łaskę, że wraz z nim do nowego życia ZMARTWYCHWSTAŁAM.
Alleluja! Chwałą Ci Panie! Bądź uwielbiony i wywyższony na wieki wieków AMEN!
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 83441
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Założyłam ten blog, bo jestem bardzo szczęśliwą osobą i pragnę się tym szczęściem dzielić. A szczęściem moim jest Jezus Chrystus. Bardzo proszę abyście nie wpisywali żadnych obraźliwych uwag, nie wa...
więcej...Założyłam ten blog, bo jestem bardzo szczęśliwą osobą i pragnę się tym szczęściem dzielić. A szczęściem moim jest Jezus Chrystus. Bardzo proszę abyście nie wpisywali żadnych obraźliwych uwag, nie ważne pod czyim adresem. Szanujmy się nawzajem, bo nie ma człowieka bez belki w oku a co siejemy, to zawsze kiedyś, będziemy musieli zebrać.
schowaj...Na imię mam Krysia. Mieszkam w Australii w Adelaide. Pragnieniem mego serca jest dzielić się ze wszystkimi tym co Jezus Chrystus uczynił w moim życiu. A co On zrobił? Każdy może przeczytać o tym w kategoriach MÓJ PORTRET.
Zapraszam!
Mój e-mail adres:
krysiafijolek@yahoo.com.au